
Żużel jest sportem niezwykle ryzykownym. W karierę każdego zawodnika wpisane jest wiele trudnych, poświęconych na rehabilitację tygodni. O tym jakie trudne i niebezpieczne jest wykonywanie tego zajęcia przekonuje kariera Krzysztofa Cegielskiego. Karierę zaczynał w Stali Gorzów, której jest wychowankiem. Tuż po uzyskaniu uprawnień do startów wśród zawodowców złamał na torze kość udową. Rehabilitacja zajęła mu cały rok, przez co stracił swój pierwszy sezon startów. Jego kariera szybko się rozwijała, a on uważany był za bardzo obiecującego zawodnika młodego pokolenia. Już w 1998 roku regularnie punktował w najlepszej obecnie lidze żużlowej świata- lidze polskiej. Wtedy też wywalczył dwa medale mistrzostw świata juniorów. Przeniósł się do Gdańska, który opuścił w cieniu skandalu finansowego, za który groziło mu pozbawienie licencji. Ostatecznie konflikt rozwiązano, a zawodnik przeniósł się do Gniezna. Zaczął regularniej reprezentować nasz kraj na międzynarodowej arenie stając się czołowym zawodnikiem z Polski. Owocnie zapowiadającą się karierę zakończył sezon 2003. W meczu ligi szwedzkiej walka w biegach nominowanych pomiędzy Cegielskim a Ryanem Fisherem zakończył upadek. Upadek z dramatycznym zakończeniem, upadający Polak został uderzony przez pędzący motocykl Fishera, z którym wgniótł się w bandę. O 180 stopni obrócił się kręg szyjny u Cegielskiego, który przez 50 minut nie odzyskiwał przytomności. Tak zakończyła się jego wspaniale zapowiadająca się kariera, za rozpoczęła się trwająca do dziś rehabilitacja. Krzysztof Cegielski jeździ na wózku inwalidzkim, i jest komentatorem żużlowym w telewizji. Sam mówi jednak że rehabilitacji da owoc i pewnego dnia sam wstanie i zacznie chodzić. Oby się nie mylił. Cegielski jest przykładem człowieka nie tracącego nadziei, jest także przykładem sportowca który dla pasji, miłości do żużla i kibiców zostawił własne zdrowie na szwedzkim torze żużlowym. Pasję zamienił na rehabilitację, cały czas jednak nie poddaje się jak przystało na żużlowca i walczy do mety, którą dla niego będzie możliwość chodzenia.

Zima wciąż trwa i często wolimy spędzić wolny czas na kanapie przed telewizorem zajadając się chipsami i słodyczami niż zadbać o własną formę i wygląd. Warto już teraz pomyśleć o zrzuceniu zbędnych kilogramów, bo kiedy przyjdzie lato i sezon plażowy będzie już zdecydowani za późno. Wbrew pozorom w okresie kiedy za oknem leży śnieg, jest wiele miejsc, w których możemy nie tylko zadbać o zdrowie i wygląd ale również rozerwać się i miło spędzić czas. Dobrym pomysłem będzie zakup karnetu na basen, siłownie, pójście z przyjaciółmi na squasha bądź zapisanie się na fitness i aerobik. W dzisiejszych czasach kluby fitness i siłownie wyrastają jak grzyby po deszczu i zajęcia nie są już tak drogie jak kiedyś. Za miesięczny karnet zapłacimy od 80 do 120zł, cena obejmuje zajęcia dwa razy w tygodniu. W ofercie fitness clubów jest wiele zróżnicowanych programów ćwiczeń gimnastycznych, aerobowych i siłowych. Instruktorzy służą pomocą w dobraniu odpowiedniego dla nas programu i intensywności ćwiczeń. Zestawy ćwiczeniowe posiadają różną specyfikę mogą np. poprawiać kondycję, wzmacniać daną partię mięśni czy być ukierunkowane na odchudzanie. Kluby fitness na przestrzeniu ostatnich lat stały się bardziej profesjonalne. Dzięki dużej konkurencji muszą walczyć o klientów poprzez profesjonalną kadrą instruktorów, miłą atmosferą i różnymi promocjami aby przyciągnąć nowych klientów i zatrzymać ich u siebie. Siłownie i kluby inwestują bardzo duże sumy pieniędzy na sprzęt renomowanych marek, dzięki czemu każdy klient znajdzie coś dla siebie. Warto umówić się z najbliższą przyjaciółką i zapisać się na takie zajęcia, gdzie przy muzyce możemy spalać zbędną tkankę tłuszczową i poprawiać swoją kondycję. Uczestnictwo w takich zajęciach ma również ogromny wpływ na nasze zdrowie psychiczne, pozwalają odpocząć od stresów i kłopotów codziennego życia. Uważam że jest to wspaniały pomysł na aktywne spędzenie wolnego czasu, spotkanie z przyjaciółkami i zapoznanie ciekawych osób, które uczęszczają z nami na zajęcia.

W los sportowca wpisane są kontuzje. Wiele razy potrafią one przerwać nawet najlepiej zapowiadające się kariery. Każda dyscyplina ma specyficzne dla siebie kontuzje, po nich wszyscy wchodzą jednak na tę samą trudną drogę jaką jest rehabilitacja. Jest to bez wątpienia najtrudniejszy etap, często nieporównywalnie trudniejszy nawet o operacji. W dzisiejszym, nowoczesnym i profesjonalnym sporcie każdy klub czy reprezentacja posiada własnego rehabilitanta, zajmującego się kontuzjowanymi zawodnikami. To od niego zależy kiedy sportowiec powróci do pełni sił, jeśli oczywiście powróci. Dobrze się zastanawiając nie trudno przytoczyć przykłady zawodników i zawodniczek, którzy po latach skomplikowanej rehabilitacji nie zdołali powrócić do miejsca, w którym zdarzył się ich dramat. Jeśli nawet powrócili do sprawności fizycznej ciężko im było wrócić do dawnej dyspozycji technicznej, a także do prezentowanej kiedyś formy. Etapów jakie pokonuje sportowiec podczas rehabilitacji jest kilka, a wszystkie z nich zależą od tego, jak poważna była lub jeszcze jest kontuzja. Na przykładzie ciężko kontuzjowanego piłkarza można prześledzić ten proces. Zaczyna się od dramatycznego opuszczenia boiska i poddaniu się opiece medycznej. Lekarze diagnozują sportowca. W trudnych przypadkach przychodzi czas na operację- chyba najmniej przyjemy etap kontuzji. Po niej zaczyna się właściwa rehabilitacja. Na początek piłkarz oczekuje zagojenia się miejsca operacji. Przychodzi czas na etap bezczynnego czekania, czasu tego nie warto przyspieszać, by kontuzja się nie odnowiła. Po kilku tygodniach przychodzi pora na proste ćwiczenia gimnastyczne i ruchowe. Oczywiście bez skomplikowanych czynności ruchowych. Z dnia na dzień, rehabilitacja rozszerza zakres ćwiczeń, po czym dochodzi się do normalnej dyspozycji. Nie od razu można jednak wyjść na boisko i strzelać bramki. Zaczyna się od krótkich wejść z ławki rezerwowych, stopniowo wydłużając czas gry na boisku. Kiedy w pełni obciążenia w przeciągu kilku tygodni nic złego się nie wydarzy rehabilitację będzie można uznać za udaną. Pozostaje tylko czekać na powrót do formy.

Życie sportowca, pełne jest zwrotów akcji. Jednego dnia są uwielbiani przez tłumy, stadion skanduje ich nazwisko, a drugie po jednej porażce potrafią być wyzywani od najgorszych. Kibice czasem potrafią być bardzo niesprawiedliwi. Nie potrafią zrozumieć, ze ich ulubieńcy to też ludzie i również może przydarzyć im się słabszy występ. O wiele większym dramatem są kontuzję. Potrafią w jednym momencie przerwać wspaniale zapowiadającą się karierę. Wtedy zostaje już tylko żmudna rehabilitacja. Jeszcze wczoraj zawodnik rywalizował w ważnym meczu ligowym. Biegał, walczył, ciężko pracował dla drużyny. Wystarczyło jedno starcie, zbyt ostre wejście, rywala, trzask kości i pozostaje tylko krew i łzy. Przed oczami tylko nosze i karetka odwożąca go do szpitala. Kibice chwilowo zajęci tym wydarzeniem, szybko o nim zapominają, bo przecież gra toczy się dalej. Kolejny korner, przestrzelona świetna okazja, niesłusznie podyktowany karny czy druga żółta kartka dla lidera zespołu gospodarzy. Tym pasjonują się przybyli na stadion fani. Liczy się tylko teraźniejszość. Tymczasem ten kontuzjowany zostaje praktycznie sam. Wielokrotnie słyszeliśmy, że rehabilitacja, to najgorszy czas dla piłkarza. Setki powtórzeń, kolejnych nudnych ćwiczeń. Wszystko to w nadziei by jak najszybciej wrócić na boisko. W takich momentach bardzo ważna jest rodzina. To właśnie bliscy mają za zadanie podtrzymanie gracza na duchu. Muszą pomóc mu przetrwać ten trudny okres. Zdarzają się przypadki, że ambicja zawodnika prowadzi do jego kłopotów. Gracz zbyt szybko, po kontuzji chce wrócić na boisko. Nie do końca przygotowany do dużego wysiłku podejmuje realizację czasem zmuszony trudną sytuacją drużyny, bądź własną chęcią gry. Dochodzi do starcia, które w normalnej dyspozycji nie zrobiłoby na nim wrażenia. Jednak tym razem nie do końca zdrowa noga nie wytrzymuje. Uraz się pogłębia. Zawodnik przez nieszczęśliwy splot zdarzeń nie zagra przez dłuższy czas. Cały proces leczenia się powtarza. Znów rehabilitacja zajmuje mu większość dnia. Znów musi poradzić sobie z tą rutyną.